[ Pobierz całość w formacie PDF ]

tych... Przypominając sobie te jej słowa Shimamura na jakiś czas stracił wątek rozmowy.
Dziewczyna, w lot to zauważywszy, podsunęła mu inny temat.
 O, widać już północ, bo odjeżdża tokijski ekspres.
Jednocześnie z jej słowami rozległ się gwizd lokomotywy, a dziewczyna z jakąś
determinacją otworzyła gwałtownie oklejone papierem shóji i dublującą je szklaną przesłonę,
a następnie usiadła w oknie, opierając się całym ciałem o balustradkę.
Do pokoju wtargnął strumień zimnego powietrza. Hałas jadącego gdzieś pociągu im
bardziej się oddalał, tym podobniejszy wydawał się do szumu nocnej wichury.
 Czy ci czasem nie za zimno, głuptasie? __
Shimamura również podniósł się i zbliżył do okna, ale wiatru nie było...
Za oknem rozpościerał się surowy nocny krajobraz, a mróz zdawał się trzaskać w
głębi ziemi pod szczelną powłoką śniegu. Księżyca też nie było, ale gdy się patrzyło w górę,
gwiazdy wręcz niewiarygodnie liczne lśniły na ciemnym tle nieba niebywale jasno,
wywołując złudzenie, że i teraz odbywa się w jakimś zawrotnym tempie ich nieustanne
opadanie. A w miarę jak gromady gwiazd ukazywały się coraz bliżej i bliżej, i stopniowo
powiększało się ich oddalenie od nieboskłonu, również otaczająca je noc przybierała coraz
głębszy odcień. Góry w paśmie leżącym na granicy z sąsiednim okręgiem tuliły swe masywy
pod rąbek gwiazdzistego nieba, a choć nie można już było rozróżnić nawisających w
perspektywie jeden nad drugim poszczególnych szczytów, oksydująca ich czerń dawała
pojęcie o istotnej głębi obrazu. Dokoła panował niczym nie zmącony, kamienny spokój.
Dostrzegłszy, że Shimamura się do niej zbliża, dziewczyna przywarła mocniej
piersiami do balustrady okna. Nie wyglądało to bynajmniej na słabość, poza jej mówiła
raczej, że w obliczu takiej nocy będzie bardziej niezłomna niż dotychczas.
Czyżby znowu trzeba było wszystko zaczynać od początku?  przebiegło
Shimamurze przez myśl.
Tymczasem, choć góry ciągle jeszcze były spowite czernią, w pewnej chwili dało się
już dojrzeć, jak ożywia je biel śniegu. Wywołało to z kolei równie nieodparte wrażenie, że
stały się jakby przezroczyste i wyraznie posmutniały. Idealny spokój nieba i gór uległ
zmąceniu.
Shimamura podłożył dłoń pod szyję dziewczyny.
 Zaziębisz się... Przecież jest zimno!  powiedział, starając się delikatnie
odciągnąć ją od balustrady, ale trzymała się jej silnie.
_ Wracam do domu...  oznajmiła zduszonym przez ucisk gardła głosem.
 No to wracaj!
- Pozwól mi tak zostać jeszcze chwilą!
- w takim razie ja stąd pójdę. Wezmę kąpiel.
- Nie chcę... Zostań tutaj, proszę!
 To zamknij okno!
 Pozwól mi tak zostać jeszcze chwilę!
Wioska była na poły ukryta w cieniu gaju poświęconego opiekuńczemu bóstwu tej
miejscowości, ale od strony stacji kolejowej, położonej o niespełna dziesięć minut drogi
taksówką, docierały błyski świateł tak migotliwe, jak gdyby zimno tłumiło je co chwila,
wywołując urywany podzwięk, charakterystyczny dla pękających strun. Policzki dziewczyny,
szyby okien, rękawy jej kimona  wszystko, czegokolwiek się dotknął, raziło go teraz
wyjątkowym chłodem. Nawet maty pod stopami były wyziębłe, chciał więc wziąć gorącą
kąpiel, żeby się rozgrzać; myślał, że pójdzie sam.
 Poczekaj! Ja też pójdę.  Tym razem dziewczyna pospieszyła za nim usłużnie.
Gdy w koszyku na używaną bieliznę układała ubranie, które zdjął z siebie i rzucił na
podłogę, do łazienki wszedł jakiś inny gość zajazdu, mężczyzna. Na jego widok dziewczyna
przykucnęła zmieszana przed Shimamurą i ukryła twarz.
 Ach, przepraszam!  mruknął nowo przybyły.
 Nie ma za co. Nie szkodzi. My przejdziemy do drugiej łazienki!  powiedział
przytomnie Shimamurą, po czym  tak jak był, nago  wziął pod pachę koszyk z ubraniami
i ruszył w stronę sąsiedniej łazienki, przeznaczonej dla kobiet.
Dziewczyna poszła oczywiście za nim jak żona za mężem. Shimamura bez słowa i nie
oglądając się za siebie zanurzył się w gorącym zródle. Był już całkowicie udobruchany i
poczęło mu się zbierać na głośny śmiech, więc przyłożył usta do kranu z ciepłą wodą i
energicznie płukał sobie gardło.
Gdy wrócili do pokoju, dziewczyna położyła się i unosząc z lekka głowę poprawiała
sobie małym palcem kosmyki włosów koło uszu.
 Smutno mi!  rzuciła tylko.
Miał wrażenie, że jej czarne oczy są na wpół otwarte; gdy przyjrzał się z bliska,
okazało się, że to tylko rzęsy dają takie złudzenie.
Napięcie nerwów nie pozwoliło jej zresztą zasnąć ani na chwilę...
Przebudził go szelest twardego obi, które zawiązywała sobie na kimonie. Shimamura
zaklął.
 Przepraszam, że tak wcześnie wstałam. Jeszcze jest ciemno, naprawdę! Może chce
się pan przekonać?  Dziewczyna zgasiła światło.  Czy widać moją twarz, czy nie widać?
 Ależ nie widać! Przecież jest jeszcze ciemna noc!
 Kłamiesz! Popatrz dobrze, bo inaczej nic z tego nie będzie! No jak?  dziewczyna
otworzyła szeroko okno.  Oj, niedobrze! Z pewnością wszystko widać! A ja mam wracać
do siebie...
Shimamura. otrzezwiony porannym zimnem, uniósł głowę znad poduszki: niebo miało
jeszcze barwę nocy, ale w górach już był ranek.
 Tak, wszystko będzie jak należy. O tej porze roku rolnicy nie mają roboty i nikt nie
wyjdzie z domu tak wcześnie. Ale może się ktoś wybierać w góry...  monologowała
dziewczyna chodząc po pokoju i ciągnąc za sobą końce obi, którego nie skończyła
zawiązywać? - Nie było żadnych gości z pociągu tokijskiego, o piątej. Obsługa zajazdu
jeszcze się dość długo nie obudzi...
Skończyła wreszcie wiązanie swego obi, ale jeszcze przez jakiś czas to wstawała, to
znów siadała, potem dla odmiany kręciła się po pokoju, spoglądając co chwila w stronę okna.
Była niespokojna jak stwór nocny, który podniecony zbliżającym się rankiem nie może
znalezć sobie miejsca. Widać było, że jakieś dzikie, choć nie pozbawione powabu, cechy
natury biorą w niej w tej chwili górę.
Tymczasem jasność poranka przeniknęła widocznie i do wnętrza pokoju, gdyż udało
mu się dostrzec, że dziewczyna ma zaczerwienione policzki. Shimamura z podziwem
wpatrywał się w tę pulsującą życiem różowość.
 Czy mi się zdaje, że policzki masz całe w kolorach? Czy to zimno?
 To raczej nie z zimna. Po prostu nie jestem upudrowana. Gdy leżę w pościeli,
bardzo szybko się rozgrzewam aż po czubki palców u nóg  odpowiedziała i przyklękła
przed toaletką z lustrem, stojącą tuż przy posłaniu.  Już się nareszcie rozjaśniło! Trzeba iść!
Shimamura, który patrzył w jej stronę, zniżył przypadkiem głowę. W lustrzanym
odbiciu zobaczył jaskrawą biel śniegu. Na jego tle uwydatniały się też przez kontrast mocno
zaróżowione policzki dziewczyny. Było w tym jakieś czyste piękno nie do opisania w
słowach.
Może stąd, że słońce stało już wyżej, w każdym razie śnieg w lustrze począł się jarzyć
coraz bardziej jaskrawo, jakby płonął jakimś zimnym blaskiem. Jednocześnie i włosy
dziewczyny, odcinające się wyraziście od śnieżnego tła, przybrały jakiś bardziej żywy odcień
czerni o fioletowawym połysku.
Przypuszczalnie w tym celu, żeby nie dopuścić do gromadzenia się wokół zajazdu
zbyt dużej ilości śniegu, wzdłuż czterech ścian budynku wykapano prowizoryczny rów, do
którego ściekała gorąca woda przelewająca się z basenów kąpielowych; na wprost wejścia
rów ten rozszerzał się tworząc rodzaj płytkiej, miniaturowej sadzawki. Czarny, silny pies,
rasy akita, stojąc na kamieniu służącym zamiast kładki do przechodzenia przez rów, długo
chłeptał ciepłą wodę. Pod ścianą ustawiono do użytku gości długi rząd nart prawdopodobnie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • imuzyka.prv.pl
  •